O ArktyceZanim wyruszysz → Kondycja i sprawność na arktycznym rejsie

Kondycja i sprawność na arktycznym rejsie

Podstawowe informacje o sprawności, wysiłku i realiach arktycznego lądowania 

Rejs w Arktykę nie jest wyprawą kondycyjną. Nie trzeba być sportowcem ani mieć doświadczenia trekkingowego. Warto jednak wiedzieć, na czym polega wysiłek podczas arktycznego rejsu — zarówno na jachcie, jak i na lądzie — żeby uniknąć niepotrzebnego stresu i czuć się pewniej. 

Czy trzeba „być w formie”?

Nie. Trzeba być jedynie na tyle sprawnym, żeby swobodnie poruszać się po jachcie i po naturalnym terenie podczas krótkich wyjść na ląd. To nie są długie marsze ani górskie podejścia — raczej spokojne przejścia po tundrze, żwirze i skałach, z tempem dostosowanym do potrzeb. Czasami wybieramy się w trudniejszy teren, ale tylko jeśli chcemy i wiemy, że sobie z tym poradzimy. 

Gdzie faktycznie pojawia się wysiłek?

Najbardziej odczuwalne momenty to:

  • wsiadanie i wysiadanie z pontonu;

  • krótkie przejścia po naturalnym podłożu;

  • poruszanie się po jachcie w lekkim kołysaniu.

Wszystko odbywa się z podpowiedzią i pomocą załogi, jeśli trzeba, i bez presji tempa.

Poruszanie się po jachcie

Jacht to wąskie przejścia, trochę stopni pod pokład i delikatne kołysanie.
Nie jest to trudne, ale osoby z problemami równowagi powinny liczyć się z tym, że:

  • warto trzymać się uchwytów i relingów;

  • trzeba poruszać się wolniej, zwłaszcza w gorszej pogodzie;

  • kapitan zawsze może poprosić o pozostanie pod pokładem, jeśli warunki tego wymagają.

To normalne na wszystkich jachtach i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. 

Jak wygląda teren na lądzie

Na Svalbardzie nie ma ścieżek ani infrastruktury. Teren jest naturalny. 

żwir i drobne kamienie

suche lub mokre skały

niska tundra

płaty śniegu

Wyjścia trwają zwykle 30–90 minut, a tempo jest dopasowane do najsłabszej osoby. 

Na niektórych rejsach na Svalbardzie i Grenlandii zdarzają się też wyjścia na jęzor lodowca lub na stabilną górę lodową — ale tylko wtedy, gdy zdecydujemy że damy radę, warunki są dobre i z odpowiednim sprzętem zapewniającym bezpieczeństwo. 

Lądowanie z pontonu – jak to faktycznie wygląda

Desanty są planowane tak, by były jak najbezpieczniejsze i jak najprostsze.
Nie wyskakuje się na śliskie kamienie ani do zimnej wody.

  • Zawsze wybieramy plaże, a nie przypadkowe skały — miejsca, do których ponton może łatwo podejść i gdzie jest szeroka, otwarta przestrzeń. Dzięki temu dobrze widać teren i ewentualne zbliżające się zagrożenia.

  • Pierwsze osoby w gumowcach (na ogół załoga lub ochotnicy) wysiadają do wody i wciągają ponton na brzeg, żeby reszta mogła wysiąść suchą nogą.

  • Większość wysiada na piasek lub żwir — czasem wilgotny i mogą być śliskie rośliny wyrzucone przez morze, więc trzeba uważać.

  • Jeśli dno jest głębsze lub nierówne, załoga ustawia skrzynki–stopnie, po których można wejść jak po stabilnych kamieniach. 

Zasada ogólna na arktycznych rejsach: lądowania planujemy tak, żeby były jak najbezpieczniejsze. 

Desanty są opcjonalne

Jeśli ktoś nie chce lub nie może lądować — zostaje na jachcie. To normalne i w pełni akceptowalne. Rejs ma być komfortowy i bezpieczny. Z pokładu można zobaczyć równie wiele, a czasem nawet więcej, niż z lądu. 

Jeśli masz słabszą kondycję – co pomoże?

  • dobre buty z twardą podeszwą i przyczepnym bieżnikiem;

  • kijki trekkingowe, jeśli jesteś przyzwyczajony do chodzenia z nimi i zabierzesz je ze sobą na rejs;

  • zgłoszenie załodze, że potrzebujesz asekuracji;

  • spokojne tempo i przerwy — dostosujemy sięą.

Nikt nie musi udowadniać sprawności. 

A jeśli coś się wydarzy na lądzie?

Na arktycznym rejsie zdarzają się drobne potknięcia: skręcona kostka, uderzenie kolanem, poślizgnięcie na mokrym kamieniu. To nie jest codzienność, ale warto wiedzieć, jak wygląda reakcja, jeśli ktoś nagle nie może iść dalej albo potrzebuje pomocy.

Po pierwsze — nikt nie zostaje sam.
Zawsze poruszamy się razem i nikt się nie oddala. To teren bez szlaków i z realnym zagrożeniem spotkania drapieżników. 

Po drugie — załoga jest przygotowana na takie sytuacje.
W praktyce wygląda to tak:

  • zatrzymujemy się i oceniamy, co dokładnie się stało;

  • jeśli ktoś ma problemy z kontynuowaniem marszu, organizujemy powolny i bezpieczny powrót do pontonu z asekuracją;

  • załoga zawsze ma przy sobie łączność i może wezwać wsparcie z jachtu lub ratowników, jeśli trzeba;

  • jeśli ktoś czuje się gorzej, może zostać na pokładzie do końca dnia — to nic nadzwyczajnego.

Załoga schodzą na ląd ma ze sobą zawsze podstawowe wyposażenie desantowe, obejmujące między innymi apteczkę i środki łączności (ręczne radiotelefony do kontaktu z jachtem oraz telefon satelitarny). 

Po trzecie — jacht jest zawsze blisko.
Nie schodzimy na ląd w miejsca, gdzie droga odwrotu byłaby trudna. Ponton zawsze jest gotowy do natychmiastowego użycia, a wyjścia odbywają się w zasięgu realnego, szybkiego powrotu.

Po czwarte — to nie są wyrypy górskie.
Dostosowujemy się do własnych możliwości, a najmniej sprawna osoba wyznacza tempo. Nie ma sytuacji, w której ktoś musi „gonić” albo zostaje z tyłu. Zdarza się, że jednego dnia wybieramy się na dwa różne trekkingi — jeden ambitniejszy i jeden spokojniejszy. Tak, żeby każdy mógł czuć się swobodnie i wrócić z Arktyki z jak największą ilością wspomień i doświadczeń. 

Wyprawy w Arktykę nie wymagają sportowej formy. Wymagają rozsądku, stabilnego obuwia i gotowości na naturalny teren — ale równie ważne jest to, że większość czasu spędza się po prostu na jachcie: w kokpicie, w mesie, przy codziennym funkcjonowaniu.

Jeśli potrafisz poruszać się po pokładzie przy lekkim kołysaniu i przejść spokojnie godzinę po zwykłej plaży lub nierównym podłożu, poradzisz sobie także w Arktyce — niezależnie od tego, czy jesteś na Svalbardzie, Grenlandii czy w kanadyjskiej części północy.