O Arktyce → Zanim wyruszysz → Jak nie dać się chorobie morskiej
Jak nie dać się chorobie morskiej
Choroba morska to nie „paw na pokładzie”. To konkretna reakcja organizmu na zaburzenie równowagi między tym, co widzisz, a tym, co czujesz. Jedni odczuwają ją silnie, inni wcale, a jej przebieg zależy od pogody, zmęczenia, odwodnienia, stresu i zupełnie prozaicznych warunków na jachcie. W Arktyce dochodzi do tego zimno i wilgoć, które potrafią wzmocnić każdy dyskomfort. Warto wiedzieć, jak to działa — i jak szybko nad tym zapanować.
Choroba morska to naturalny objaw zdrowego błędnika. Nie zabija. Nie trwa cały rejs. Wystarczy się przyzwyczaić.
Choroba morska to konflikt sygnałów, nie słaba głowa
Organizm korzysta z trzech „czujników równowagi”: oczu, błędnika i tzw. propriorecepcji (czucie głębokie).
Na jachcie te systemy zaczynają wysyłać sprzeczne informacje:
oczy widzą względny spokój wnętrza kabiny,
błędnik czuje kołysanie,
ciało kompensuje ruch tak, jakby stało na niestabilnym podłożu.
To właśnie ta rozbieżność sygnałów powoduje chorobę morską — nie sama fala.
I dlatego nie zawsze przechodzi „po jednym dniu”, i nie zawsze objawia się wymiotami. I nie zawsze się pojawia.
Najczęstsze objawy, o których rzadko się mówi
Choroba morska ma wiele twarzy. Do typowych objawów należą:
senność i „odcięcie”,
rozdrażnienie i spadek koncentracji,
uczucie zimna mimo ciepłej odzieży,
ślinotok i odbijanie,
bóle głowy,
mdłości — dopiero na końcu listy.
Wiele osób długo nie wie, że to choroba morska. Myślą, że są zmęczone, głodne albo „mają gorszy dzień”.
Co wzmaga objawy choroby morskiej?
Na naszych jachtach widzimy kilka powtarzalnych czynników:
• Zmęczenie i brak snu
Organizm szybciej traci równowagę sensoryczną.
• Chłód i wiatr
W Arktyce ciało walczy o temperaturę. Każde osłabienie zwiększa podatność.
• Zbyt długie siedzenie pod pokładem podczas żeglugi na falach
Nawet na dużej jednostce wnętrze to „wizualne kłamstwo”: wszystko wygląda stabilnie, ale się rusza.
• Czytanie, telefon, aparat
Każda czynność, która skupia wzrok w bliskiej odległości, wzmacnia konflikt sygnałów.
• Puste lub przepełnione żołądki
Na głodnego objawy są mocniejsze, po przejedzeniu — szybsze.
• Stres przed rejsem lub w jego trakcie
Układ nerwowy reaguje intensywniej.
Najbardziej skuteczne sposoby — przetestowane na wielu
Wyjdź na pokład
Nie po to, żeby „patrzeć na horyzont”, tylko żeby: dostać spójny zestaw bodźców (to, co widzisz = to, co czuje błędnik), wyrównać oddech i rozgrzać się ruchem. To najprostszy i najskuteczniejszy punkt pierwszej pomocy.
Warstwy i ciepło
Osoba, której robi się zimno, przestaje kompensować ruchy. A wtedy każdy przechył odbija się mocniej.
Ciepła czapka + warstwa pod wiatr robią ogromną różnicę.
Jedzenie „po trochu”
Najlepiej działa: banan, krakersy, herbata, zupa.
Najgorzej: słodycze, kawa na pusty żołądek, ciężkie dania.
Unikaj siedzenia bokiem do fali
Najszybciej pogarsza. Dużo lepiej siedzieć przodem do kierunku ruchu, z widokiem na nieruchomy brzeg fiordu.
Nie walcz z objawami
Udawanie, że nic się nie dzieje, tylko pogarsza sytuację. Lepiej wstać, wyjść, zmienić otoczenie — zanim jest za późno.
Leki? Tak, ale z głową
Preparaty dostępne bez recepty działają, ale najlepiej stosować je wcześnie, zanim organizm „wpadnie w spiralę”.
Przy bardzo podatnych osobach dobrze sprawdzają się opaski uciskowe lub zalecenia lekarza (z receptą).
To, co pomaga na naszych jachtach
Z doświadczenia widzimy trzy rzeczy, które działają u prawie każdego:
Krótki pobyt na pokładzie w świeżym powietrzu — często wystarczy 5–10 minut.
Przeniesienie się z wnętrza na zewnątrz przy gorszej pogodzie — kabina pogarsza objawy u 80% osób.
Krótkie, regularne jedzenie — rejs arktyczny to nie jest czas na eksperymenty „bez śniadania”.
Kiedy objawy są silniejsze (i co zrobić)
Zdarza się, że fale są wyższe, wiatr mocniejszy, a jacht pracuje inaczej niż na spokojnej wodzie.
Wtedy najlepiej:
położyć się na godzinę — pozycja leżąca stabilizuje błędnik,
mieć przy sobie wodę i coś lekkiego do zjedzenia,
pozwolić ciału dojść do równowagi zamiast na siłę funkcjonować na pokładzie.
Najważniejsze: nigdy nie zostawać z objawami samemu. Załoga zawsze wie, jak pomóc. Objawy choroby morskiej to naturalna reakcja zdrowego błędnika na dziwną sytuację, jaką jest nieharmonijny ruch jachtu w trzech wymiarach jednocześnie. Jeśli się wie, jak, to można je szybko i bezboleśnie zwalczyć, gdy tylko się pojawią.
A przede wszystkim — co polecamy — można zawczasu przedsięwziąć proste, skuteczne kroki, żeby nie dać im szans się pojawić.
Mały sekret: imbir
Nie jest magicznym lekarstwem, ale robi robotę tam, gdzie farmaceutyki jeszcze nie powinny wchodzić do gry. Imbir faktycznie tłumi sygnały z układu pokarmowego i uspokaja ten wczesny etap choroby morskiej: nudności, gorąco, lekkie zawroty. Działa najlepiej w najprostszej formie – świeży korzeń, pokrojony cienko, żuty powoli.
To tani, bezpieczny i zaskakująco skuteczny sojusznik na pierwsze godziny w fali.