Co zostaje po żeglarzu po stu latach?

22 maja 2026 roku przypadła setna rocznica urodzin Ludomira Mączki

O ArktyceOczami załogi → Co zostaje po żeglarzu po stu latach?

O Ludomirze Mączce trudno napisać dobry tekst.

Nie dlatego, że zabrakłoby historii. Wręcz przeciwnie. Wystarczyłoby wspomnieć człowieka, który przez kilkadziesiąt lat przemierzał świat na pokładzie niewielkiej drewnianej Marii, dziewięciokrotnie przepłynął Atlantyk, czterokrotnie Pacyfik i trzykrotnie Ocean Indyjski. Człowieka, który był geologiem, żeglarzem, obywatelem świata i uczestnikiem historycznego przejścia Przejścia Północno-Zachodniego na pokładzie Vagabond’eux.

Problem polega na tym, że sam Ludek prawdopodobnie uznałby większość takich opowieści za mało istotne.

Nie liczby, lecz człowiek

Znajomi nazywali go „Ludojadem”. Był człowiekiem, który nie szukał sławy ani rozgłosu. Nie budował własnej legendy, nie pisał wspomnień, nie próbował udowadniać światu swojej wartości.

O tak zwanych przygodach miał zresztą wyjątkowo kiepskie zdanie. Twierdził, że przydarzają się głównie ludziom źle przygotowanym albo mało przewidującym.

Nie były to rejsy podejmowane dla rekordów czy popularności. Były po prostu jego sposobem na życie. Kiedy historia odebrała mu rodzinny Lwów, jego domem stopniowo stał się cały świat. Był u siebie zarówno na mongolskim stepie, pod afrykańskim słońcem, w kanadyjskiej tundrze, jak i na środku oceanu. Wszędzie spotykał ludzi, z którymi potrafił się zaprzyjaźnić. Wszędzie zostawiał po sobie życzliwość, a w zamian otrzymywał przyjaźń i pomoc.

Być może właśnie dlatego ci, którzy go pamiętają, rzadko zaczynają wspomnienia od wielkich osiągnięć. 

Maria, czosnek i yerba mate

Ci, którzy go pamiętają, mają we wspomnieniach inne obrazy. 

Gdy pierwszy raz weszło się na Marię, uwagę przyciągało nie ożaglowanie ani wyposażenie jachtu. Bardziej zapadały w pamięć wianki czosnku wiszące pod pokładem, wielki kubeł yerba mate i drobny właściciel tej niewielkiej drewnianej jednostki.

Maria nie była dużym jachtem. Jej właściciel również nie sprawiał wrażenia człowieka, który znaczną część życia spędził na oceanach. A jednak właśnie ten niepozorny duet wspólnie przemierzał świat.

Ludek nie imponował opowieściami. Nie kreował własnego wizerunku. Nie próbował być bohaterem. Po prostu realizował swoje marzenia o pływaniu, dokładnie tak, jak uważał za słuszne.

Człowiek, którego pamiętają ludzie

Jedno ze wspomnień powraca szczególnie często.

Maria wróciła do Szczecina. Ludek był już wtedy zbyt schorowany, by samodzielnie przyprowadzić swój jacht do domu. Stał jednak na nabrzeżu i witał go ze wzruszeniem. Wokół szybko zgromadziła się grupa młodych żeglarzy. Otoczyli go pytaniami, a on rozmawiał z nimi cierpliwie, bez dystansu i bez pozy wielkiego kapitana. Jak równy z równym.

Takiego właśnie Ludka pamięta wielu ludzi.

Skromnego. Dowcipnego. Życzliwego.

Ostatnim wspomnieniem wielu osób pozostaje jego pogrzeb w 2006 roku. Skromny, dokładnie taki, jakim był sam Ludek. A jednak na cmentarzu pojawiły się tłumy. Trudno o lepszy dowód tego, jak wiele znaczył dla ludzi, których spotkał na swojej drodze. 

Dlaczego wracamy do tej historii właśnie teraz

Dwadzieścia lat po jego odejściu i sto lat po narodzinach pamięć o nim wciąż pozostaje żywa. Nie dlatego, że zostawił po sobie wielotomowe wspomnienia czy starannie budowany wizerunek. Wręcz przeciwnie. Historię Ludka opowiadają dziś inni — przyjaciele, załoganci i ludzie, którzy mieli szczęście spotkać go na swojej drodze.

Dla nas tegoroczna rocznica ma jeszcze jeden wymiar.

W 2026 roku planujemy własną próbę przejścia Przejścia Północno-Zachodniego. Trudno o bardziej wymowne przypomnienie dorobku Ludomira Mączki niż powrót do historii wyprawy Vagabond’eux — przedsięwzięcia, które na trwałe zapisało się zarówno w dziejach polskiego żeglarstwa, jak i w historii eksploracji Arktyki.

Szczególnego znaczenia tej historii dodaje fakt, że honorowym patronem naszej wyprawy został Wojciech Jacobson — przyjaciel Ludka i ostatni żyjący uczestnik całego przejścia Vagabond’eux przez Przejście Północno-Zachodnie.

Nie chodzi o porównywanie się z ludźmi, którzy zapisali się w historii. Czasy są inne. Jachty są inne. Arktyka również zmienia się z każdym rokiem.

Warto jednak pamiętać, że wielkie wyprawy zwykle zaczynają się od rzeczy bardzo prostych: ciekawości świata, odwagi, by ruszyć dalej niż inni, i przekonania, że za kolejnym horyzontem zawsze czeka coś wartego poznania.

Co więc zostaje po stu latach?

Nie rekordy. Nie liczby. Nie nawet oceaniczne trasy.

Zostają historie opowiadane przez ludzi.

Drobny człowiek na pokładzie Marii. Wianki czosnku pod pokładem. Tykwa yerba mate. Rozmowa z młodymi żeglarzami na szczecińskim nabrzeżu.

I pamięć o człowieku, który nigdy nie próbował stać się legendą, a mimo to nią został. 

Autor: Alicja Latoń 

Ludka pamiętają ludzie

W setną rocznicę urodzin Ludomira Mączki pod naszym wspomnieniem zaczęły pojawiać się kolejne historie. Nie opowiadali ich historycy ani autorzy biografii. Opowiadali je ludzie, którzy spotkali Ludka na swojej drodze.