O ArktyceŚwiat PółnocyMity i wyobrażenia → Lisy polarne: niedoceniani arktyczni drapieżcy

Królestwo Thule: koniec znanego świata

Jak antyczna wyobraźnia stworzyła Północ, zanim ktokolwiek ją zobaczył 

Thule to jedno z najbardziej zagadkowych słów, jakie przetrwały z antyku. W greckiej i rzymskiej geografii oznaczało koniec znanego świata na północy — krainę daleką, zimną i nie do sprawdzenia. Powstało zanim którykolwiek autor śródziemnomorski zobaczył prawdziwą Arktykę, dlatego od początku łączyło w sobie fakty, domysły i fantazję.

Pyteasz z Masalii — pierwszy tam dotarł, choć nikt mu nie wierzył

Wszystko zaczęło się w IV wieku p.n.e. Pyteasz z Masalii, żeglarz i astronom, wyruszył za Słupy Heraklesa na północ Atlantyku. Twierdził, że dotarł do lądu, który nazwał Thule — „sześć dni żeglugi od Brytanii”. Opisywał dzień polarny, morze gęste jak błoto i mgły, przez które trudno oddychać.

Dla Greków było to nie do przyjęcia. Jego księga zaginęła, a zachowane streszczenia u Strabona czy Polibiusza są niechętne i pełne wątpliwości. Dopiero współczesna wiedza o Arktyce sprawia, że jego obserwacje brzmią zupełnie realistycznie: pak lodowy, kra morska, zjawiska świetlne i dzień polarny. Pyteasz widział rzeczy, o których świat śródziemnomorski nie miał najmniejszego pojęcia.

Świat Północy
Zobacz również

kto naprawdę go zdobył?

strzeżony fragment Svalbardu

Wszystkie kategorie

Gdzie właściwie miało leżeć Thule?

Nie da się tego ustalić jednoznacznie. W grę wchodzą Norwegia, Islandia, Wyspy Owcze lub Hebrydy. Najbardziej prawdopodobna jest Norwegia lub Islandia — bo tylko tam Pyteasz mógł zobaczyć dzień polarny i spotkać „zamarznięte morze”.

Ale w praktyce nie chodziło o dokładność. Thule od początku funkcjonowało jako koniec północnego świata, niezależnie od tego, czy leżało w konkretnym miejscu czy w przestrzeni wyobrażonej. 

Świat, którego nikt nie potrafił sobie wyobrazić

W antycznych źródłach pojawiają się elementy, które dziś brzmią znajomo:

  • morze „ugniatane jak błoto” — zapewne zamarzająca woda wśród paku lodowego,
  • powietrze „mleczne i ciężkie” — mgły arktyczne,
  • słońce, które nie zachodzi — dzień polarny,
  • chłód „nie dla ludzi” — zwyczajny opis klimatu, tylko niezrozumiały dla południowców.

Nic z tego nie musiało być fantastyczne. Problem polegał na tym, że Grecy nie mieli kategorii, żeby opisać zjawiska tak obce, więc automatycznie otrzymywały etykietę czegoś nadnaturalnego.

Pustka na mapie była nie do zniesienia

Starożytna kartografia nie tolerowała pustych miejsc. Brak wiedzy wypełniano literaturą i tradycją ustną. Thule idealnie pasowało do tej luki — było dalekie, zimne i niepodobne do niczego znanego. Z czasem zaczęło funkcjonować jako symbol północnego krańca, a nie konkretna lokalizacja.

Pojawia się też motyw późnoantyczny: Thule jako miejsce ostatniego spoczynku dusz — nie w sensie religii, ale literackiej metafory, że tam kończy się nie tylko mapa, ale i świat żywych. 

Średniowieczne interpretacje — fantazja próbująca dogonić geografię

W średniowieczu próbowano nadać Thule realny kształt. Najczęściej kojarzono ją z Islandią lub wyspami północnej Brytanii. Islandia zyskała wręcz miano „Ultima Thule”, choć ta nazwa bardziej funkcjonowała w literaturze niż w geografii praktycznej. Było to jednak pierwsze powiązanie nazwy z realnym, znanym lądem. 

Renesansowe mapy i powrót Ultima Thule

Renesans odnowił zainteresowanie antycznymi tekstami. Wtedy nazwa wraca w pełnej formie: Ultima Thule. Kartografowie, od Olausa Magnusa po Mercatora, chętnie umieszczali ją na górnych krawędziach map, w strefie zimna, mgieł i niedostępności.

Dla nich „Ultima Thule” była skrótem myślowym: miejsce, które stoi między znanym światem a białą pustką Arktyki. 

Czy w epoce odkryć geograficznych odnaleziono właściwe miejsce?

Gdy w XVII–XIX wieku rozpoznawano północny Atlantyk, pojawiały się nowe pomysły. Niektórzy europejscy autorzy utożsamiali Ultima Thule ze Svalbardem — przede wszystkim dlatego, że archipelag wydawał się najbardziej „odległym i arktycznym” miejscem, jakie znano.

Nie była to teoria powszechna, ale istniała i przewijała się w pismach geografów oraz podróżników. To rzadko podkreślana ciekawostka: przez pewien moment w historii to właśnie Svalbard pełnił rolę realnego kandydata na mityczne Thule.

Thule nigdy nie znikło

Nazwa przetrwała dwa tysiące lat. Z czasem oderwała się od miejsca i stała się pojęciem kulturowym: skrótem na określenie „najdalszej północy”. W literaturze, kartografii i astronomii (np. nazwa obiektu Ultima Thule / Arrokoth) funkcjonuje do dziś jako opis czegoś odległego i ledwo uchwytnego.

Współczesna geografia nie używa tej nazwy do opisu konkretnego miejsca — ale słowo przetrwało. Na Grenlandii działa amerykańska Thule Air Base, a „Ultima Thule” regularnie pojawia się w kulturze i nauce jako metafora.

To wyjątkowa droga jak na termin, którego nikt nie potrafił wskazać na mapie. W praktyce Thule było pierwszym europejskim wyobrażeniem Arktyki — próbą nazwania Północy, zanim stała się dostępna. A gdy przez wiele miesięcy zapada tam ciemność, łatwo zrozumieć, dlaczego antyk widział w tym końcu świata coś więcej niż tylko geograficzny punkt…

Ciekawostka

Ultima Thule znów stała się najdalszym punktem świata

W 2019 roku NASA nazwała odległy obiekt w Pasie Kuipera Ultima Thule* — jako metaforę najdalszego punktu, do którego udało się dotrzeć sondzie New Horizons. Dopiero później, ze względów politycznych, zmieniono nazwę na Arrokoth. Na chwilę Thule wróciło więc do roli symbolu granicy poznania — tyle że już nie na mapach, lecz w kosmosie.