O Arktyce → Świat Północy → Fauna Arktyki → Morsy: nieruchome kluchy na arktycznych plażach?
Morsy: nieruchome kluchy na arktycznych plażach?
Pływając po Arktyce większość osób myśli przede wszystkim o niedźwiedziu polarnym. To on pojawia się na plakatach, w folderach i w briefingach bezpieczeństwa. Tymczasem bardzo duże, realne ryzyko dla jachtu i pontonu leży często kawałek dalej na plaży – w koloni morsów.
Dorosły mors to ponad tona mięśni, tłuszczu i kości, uzbrojona w kły dłuższe niż przedramię. Dla niedźwiedzia polarnego dorosły byk nie jest łatwym celem – ataki dotyczą głównie cieląt, chorych lub odizolowanych osobników. Ale morsa, który poczuje się zaskoczony lub zablokowany, interesować będzie tylko jedno: jak najszybciej dostać się do wody. Po drodze wszystko, co stoi mu na przeszkodzie, zwyczajnie taranuje i usuwa.
gdzie i kiedy je spotykamy
statki „wiszące w powietrzu”
Kolonie morsów – co właściwie widzisz z pokładu
Typowy obrazek z rejsu: szeroka, nisko położona plaża, na niej kilkanaście–kilkadziesiąt ciał leżących w bezładnej stercie. Co jakiś czas coś się poruszy, coś prychnie, coś zsunie się bliżej wody. Z daleka wygląda to leniwie i sympatycznie.
W tle jest jednak napięta struktura społeczna.
Samce konkurują o miejsce w centrum grupy i o dostęp do najlepszego miejsca do odpoczynku. Przepychanki, szturchanie, „pokazy siły” zdarzają się regularnie. To normalne zachowanie, ale dość dobrze pokazuje, co może się wydarzyć, kiedy dodasz do równania hałas pontonu, tłum ludzi lub statek, który podpłynął za blisko.
Mors potrafi pływać średnio około 7 km/h, a w sytuacji zagrożenia przyspieszyć nawet powyżej 20 km/h, lokalnie do ok. 30–35 km/h*. To w zupełności wystarczy, żeby dogonić ponton, który wciąż się zbiera do manewru.
Kiedy „nic się nie dzieje”, a stado już jest na granicy
Z perspektywy jachtu łatwo przeoczyć pierwsze sygnały stresu. Pierwszy niepokój i zainteresowanie intruzem wyglądają „grzecznie”:
– zwierzęta unoszą głowy jednocześnie,
– przerywają odpoczynek i zaczynają patrzeć w jednym kierunku,
– rosną wokalizacje,
– pojawiają się przepychanki na skraju grupy,
– zwierzęta ustawiają się bliżej wody.
To moment, w którym już jest za blisko. Jeśli wtedy ktoś jeszcze kręci się w okolicy, „żeby mieć lepsze zdjęcie”, prosi się o problem. W skrajnych przypadkach stado może w panice ruszyć do wody, tratując własne młode* – to jest realne ryzyko z punktu widzenia ochrony przyrody, nie tylko bezpieczeństwa ludzi.
Dobrym przykładem skali siły pojedynczego osobnika jest zdarzenie z września 2019 r., kiedy samica morsa, broniąc młodego, zatopiła wojskowy ponton desantowy rosyjskiej marynarki przy Ziemi Franciszka Józefa. Łódź poszła na dno, ludzie ledwo zdążyli wyjść na ląd*. Jeśli łódź z wojska nie miała szans – zwykły ponton tym bardziej nie będzie ich miał.
Zasady dystansu na Svalbardzie (2025)
Od 2025 r. zasady są bardzo jasne i wynikają z przepisów, nie tylko „dobrych praktyk”:
minimalny dystans od miejsc wylegiwania się morsów z łodzi: 150 metrów,
jeżeli jesteś bliżej niż 300 metrów – maksymalna prędkość 5 węzłów,
nie wolno „odcinać” zwierzętom drogi do wody, wpływać między stado a morze, manewrować w sposób, który blokuje im ucieczkę.
Te zasady dotyczą wszystkich: jachtów prywatnych, ekspedycji, statków wycieczkowych. Dla operacji lądowych w wybranych miejscach (np. Kongsfjorden) norweskie wytyczne dopuszczają podejście do spokojnych grup samców nawet do ~30 m, ale tylko pieszo, po cichu i w bardzo kontrolowany sposób. Przy grupach z samicami i młodymi obowiązuje dużo większy dystans.
Z punktu widzenia żeglugi turystycznej w praktyce oznacza to proste zasady:
jacht trzymasz na 150+ m,
ponton nie robi „pętli honorowej” przed pyskiem najbliższego morsa,
jeśli stado podnosi głowy – oddalasz się, a nie „wykorzystujesz chwilę” na jeszcze jedno kółko.
Morsy na Svalbardzie i Ziemi Franciszka Józefa – kto gdzie mieszka
Populacja morsów Svalbard–Ziemia Franciszka Józefa jest wspólna, zwierzęta przemieszczają się między archipelagami, a ich liczba po dekadach ochrony rośnie.
Przez wiele lat na Svalbardzie widywało się prawie wyłącznie samce – kluczowe kolonie samic z młodymi znajdowały się głównie w rejonie Ziemi Franciszka Józefa i dalej na wschód. To wciąż w dużej mierze prawda, jeżeli chodzi o główne miejsca rozrodu, ale sytuacja powoli się zmienia.
Obecnie:
na Svalbardzie wciąż dominują samce, zwłaszcza w klasycznych miejscach haul-outu,
coraz częściej obserwuje się samice z młodymi również po stronie norweskiej, bo populacja odbudowuje historyczny zasięg.
Z punktu widzenia żeglarza wniosek jest prosty: nie zakładaj, że „tu są tylko samce, więc nic się nie stanie”. Po pierwsze – nie masz stuprocentowej pewności co do składu stada. Po drugie – nawet samce potrafią zareagować gwałtownie, jeśli poczują się zaskoczone albo zablokowane przez łódź.
Ciekawostka
Mors potrafi spać… pod wodą
Morsy śpią krótko, często wielokrotnie w ciągu doby.
Niektóre osobniki potrafią spać zanurzone, wynurzając pysk automatycznie jak korek.